Koń mi robił za kołyskę.
Konie są niemal całym moim życiem. Moja przygoda z tymi wspaniałymi zwierzętami zaczęła się gdy miałam 4 latka. Wtedy to dziadek zabierał mnie do stadniny w Iwnie, gdzie obserwowałam jak dziadek jeździ, a zawsze po jeździe byłam wrzucana na koński grzbiet i przebywałam w siodle drogę z padoku do stajni. I choć krótka to była trasa, sprawiała mi niemałą frajdę. Od tego zaczęła się cała moja przygoda jeździecka.
Konie są cudownymi zwierzętami. Wiele mnie nauczyły i wciąż uczą. Pierwszym moim marzeniem, które towarzyszy mi od dziś, jest posiadanie własnego wierzchowca. Marzy o tym chyba każdy "koniarz". Jednak z biegiem czasu marzenie trochę się zmieniło i wyewoluowało. Nadal marzę o własnym koniu, ale chciałabym uratować takiego, który został skazany przez człowieka na okrutny los. Chciałabym podarować lepsze życie tym stworzeniom, które tego potrzebują.
Obecnie zajmuję się 20-letnią klaczką o imieniu Chrapka, która została uratowana przed transportem do rzeźni. To właśnie ta klacz nauczyła mnie najwięcej i stała się najlepszą przyjaciółką. Wdzięczność, jaką taki koń potrafi obdarzyć człowieka jest bezcenna!